Inne teksty

    Konkursy mają to do siebie, że wygrywają je nieliczni. Nie znaczy to jednak, że nie warto próbować swoich sił. Być może za pierwszym czy drugim razem nie odniesiesz sukcesu, ale nikt nie powiedział, że nie uda Ci się to za trzecim, czwartym albo piątym....

    Jeżeli chętnie podejmujesz wyzwania, chcesz podzielić się przelanymi na papier przemyśleniami lub po prostu jesteś entuzjastą słowa pisanego, zamiast tworzyć "do szuflady" podziel się z nami swoimi tekstami. Może okaże się, że drzemie w Tobie talent, który tylko czeka na odkrycie.

    To miejsce jest właśnie dla Ciebie.

 

 

Kornelia Tomaszewska

klasa Vb

POBYT W SZPITLU

            Dziewczynka o imieniu Lena spędzała wolny czas nad jeziorem. Nagle zobaczyła rodzinę łabędzi. Widok był tak piękny, że aż podskoczyła z radości. Skakałaby tak dłużej, ale pochłonięta szaleństwem nie zauważyła kamienia i upadła uderzając się o niego. Poczuła ogromny ból w nodze. Rodzice natychmiast zabrali córkę do szpitala. Okazało się, że to złamanie. Lena posmutniała, mama przytuliła ją i przypomniała:

- GDYBY KÓZKA NIE SKAKAŁA, TOBY NÓŻKI NIE ZŁAMAŁA.

            Lekarz zdecydował, iż kolejne dwa tygodnie dziewczynka spędzi w szpitalu. Wraz z rodzicami udała się do wyznaczonej sali. Okazało się, że nie będzie sama. Przywitała ją nastolatka o imieniu Alicja, również ze złamaną nogą. Dziewczynki szybko się zaprzyjaźniły. Lubiły spędzać ze sobą czas. Najmniej ulubionym zajęciem była codzienna rehabilitacja.

Gdy mozolnym krokiem szły do sali ćwiczeń, widząc je pan doktor powtarzał:

-BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY - Chcecie szybko wrócić do zdrowia, trzeba ćwiczyć.

            I tak koleżanki wspierały się nawzajem każdego dnia, pomagały sobie w trudnych chwilach. Wiedziały, że mogą na siebie liczyć. Lekarz również zauważył niezwykłą więź między podopiecznymi. Kiedy pewnego dnia zapytał Lenę i Alicję jak się czują, chórem odpowiedziały:

- Świetnie, jesteśmy przyjaciółkami!

- No tak CHCĄC POZNAĆ PRZYJACIELA TRZEBA Z NIM BECZKĘ SOLI ZJEŚĆ.

- Soli? - zapytały ze zdziwieniem. - My wolimy cukierki - zachichotały.

- Pielęgnujcie swoją przyjaźń dziewczynki - odparł jedynie pan doktor - bo PRZYJACIEL MŁODOŚCI JEST JAK SKARB UKRYTY.

 

2019/2020

 

Maria Janyska

klasa IVb

Hulajnoga

      W małym miasteczku Hatoszewie mieszkał chłopiec o imieniu Hubert. Miał 12 lat i chodził do 5 klasy.

      Pewnego dnia w drodze do szkoły zauważył piękną dziewczynę, która przemknęła koło niego na hulajnodze. Chciał za nią pobiec, ale widział, że jest za szybka, aby ją dogonić. Zaczął o  niej myśleć i nie mógł skupić się na lekcjach. Po zajęciach miał zbiórkę harcerzy. I… Ona tam była. Stanął koło nieznajomej i  zaczęli rozmawiać. Okazało się, że dziewczynka ma 11 lat, nazywa się Jagoda i niedawno się przeprowadziła. Była nowa w  szkole i nie miała przyjaciół.

      Po kilku tygodniach stali się nierozłączni. Rodzice dziewczyny zaprosili Huberta do domu. Nastolatek przyniósł bukiet hiacyntów oraz pudełko czekoladek. Drzwi otworzył tata Jagody, w którym chłopiec rozpoznał hodowcę kotów z plakatu wiszącego na jego ogrodzeniu. Nastolatek zaproponował spacer przyjaciółce. Ten pomysł bardzo się jej spodobał.

      Przechodząc koło hotelu ,,Piękne Marzenia’’, usłyszeli huk. Pobiegli, żeby sprawdzić, co się stało. Zza rogu dobiegał ogromny hałas. Okazało się, że ktoś zrzucił z okna metalowy hak!!!

      Kilka dni później dzieci chciały odrobić razem lekcje po szkole. Kupiły w kiosku łamigłówkę i zaczęły ją rozwiązywać. Nim dotarły na miejsce odgadły wszystkie hasła. Najtrudniejszym z nich było ,,higiena’’, ponieważ myślały, że to słowo pisze się przez ,,ch’’.

      Prędko odrobiły lekcje, bo miały pojechać ze swoim druhem i  drużyną harcerską na lodowisko, pograć w hokeja.

      Niedaleko ślizgawki w hucie szkła pracował tata Huberta. Jak zawsze czekał na nich, żeby odwieźć ich do domu. Tego dnia w  drodze powrotnej usłyszeli hejnał z wieży ratusza. To była godzina 21.00. i wtedy dzieci przypomniały sobie, że mają nauczyć się historii hymnu polskiego na jutrzejszą lekcję muzyki.

      Jagoda i Hubert są przyjaciółmi do dziś. Teraz oboje jeżdżą szybko na hulajnogach.

2018/2019

 

Monika Buda

KRZYŻÓWKA

Czym  jest krzyżówka?

to trudna łamigłówka,

w której za pomocą

ołówka wpisujemy

w kratki słówka.

2018 r.

 

 

Emilia Bachorska

NOC

Nocą, gdy zmierzch dawno zapadł,

pyzaty księżyc wzlatuje

i znów na niebie góruje.

 

Na niebieskim widnokręgu

zlatują się na naradę

chmurki ciemne i puchate.

 

Wysoko nad naszym lasem

gwiazdy wesołe, jaśniutkie

zwołują nocną pobudkę.

 

Lecz gdy nadejdzie Jutrzenka

znikną one szybciutko,

by słońce wzeszło cichutko.

 

Już wkrótce obudzi wszystkich ludzi.

Tak trwa niezmienny tok –

dzień w dzień przez cały rok.

 

O PISANIU WIERSZY

Pisać wierszem naszła mnie ochota,

bo dziś za oknem deszcz i słota.

Pomysłu na tytuł nie miałam niestety –

wszystkie tematy zajęte. O rety!

 

Co więc pomoże na udrękę poety?

 Na ratunek wzywam swoje amulety.

Żądna natchnienia gapię się na stare tapety.

Lecz tytułu wciąż nie mam- same wersety.

 

Ciągle patrzę i dumam, lecz brak mi podniety,

cóżby tu zrobić, by znaleźć zgrabne epitety?

Myśl mi ucieka, wzrok się mąci,

Lepiej już skończę, zanim sen pióro wytrąci.

 

O SŁOWIAŃSKIM KSIĘŻYCU

Chors, księżyc Słowian

rodzi się jako

pełnomocny Pan.

 

Na nasz glob wielki

patrzy ciekawie,

aż do jutrzenki.

 

Czasami wilki

kąsają Chorsa,

los jego taki…

 

Na nocnej warcie

cierpi bóg - Księżyc.

Przegrywa starcie.

 

Nie ma Księżyca,

wilki czekają

Jego dziedzica.

 

Kołem się toczy

historia Chorsa.

Nigdy się nie skończy…

 

2018 r.

 

 

 

Maria Janyska

PORY ROKU

Najpierw zima

Później Wiosna

Lato oczekiwaniom dzieci sprosta.

Jesień zrzuca liście kolorowe

I jabłka magiczne, zdrowe.

Lata biegną bardzo szybko,

A ja patrzę na to z moją morską świnką,

Bowiem czasu nie żałuję,

Tylko smak przyszłości czuję.

 

WIATR

Wiatr szaleje,

Wiatr porywa,

Czapki z głów przechodniom zrywa.

Lecz gdy wyjdzie znad chmur słońce,

To przypali wiatru końce.

Wtedy wiatr tak umęczony,

Schowa się pod drzew korony.

 

Odpoczywać będzie chwilę,

Pozyskując nową siłę.

 

O! Już jest. Zwinny i gotowy,

Bez obawy i bez trwogi,

Że gdy słońce znowu wróci,

Kapelusik trzeba kupić.

 

OGRÓD

Wiosną barwami nasz ogród się mieni,

Bo w nim tyle bieli, czerwieni i zieleni.

Tulipany, narcyzy, żonkile, krokusy,

Ogródek wiosną wcale nie jest pusty.

 

Latem też kwitnie nie gorsza lawenda

Piękna, pachnąca, oderwać oka się nie da.

 

Bratki i pelargonie listkami się szczycą,

Małymi i kształtnymi, smakującymi gąsienicom.

 

Jesienią jabłka i orzechy spadają z drzew,

A bukszpan złoci się…

Ten piękny krzew…

 

A zimą?

Zimą nic nie kwitnie.

Wszystko śpi pod białą pierzyną.

Czeka na wiosnę.

 

Bardzo mi brakuje ogrodu uroku,

Co mieni się barwami podczas trzech pór roku.

Jednak wiem, że gdy wiosna znów powróci,

Magiczny ogród kolorową melodię na nowo mi zanuci.

 

2018 r.

 

Nikola Dworczak

MIKROSKOP

Przez mikroskop dziś patrzyłam

wiele rzeczy zobaczyłam.

Pierwsza taka fioletowa,

Druga była bordowa,

Trzecia takie łuski miała,

Czwarta jak wykrzyknik wyglądała,

A Piąta kropki posiadała.

Szósta dziwną nazwę nosiła,

Siódma wyglądała jak drzewo,

a Ósma jak ptak.

Dziewiąta jak cały świat,

ale Dziesiąta była jak mak.

W mikro rozmiarach świat jest bardzo ciekawy

jutro znów wrócę do tej zabawy.

 

JESIEŃ

Jesienią deszcz pada

i nikomu pogoda nie odpowiada.

Zimno i mroźnie już się zaczyna

Tego nie lubi żadna dziewczyna

Zabawy na dworze szybko mijają

i dzieci się wspólnie nie spotykają.

Jesień to smutna pora roku,

wszyscy siedzą w domu

przy ciepłej herbacie lub soku.

 

ZŁOTE GŁOSY

W piątek na czerwonej jarzębinie śpiewały „ Złote głosy”.

Spotkało się chyba ptaków ze sto.

Śpiewały wiele piosenek ale nie były one idealne bo

wróbel śpiewała za cicho,

a wrona za głośno,

kukułka gardło miała chore

a pan skowronek miał anginę,

więc grał na pianinie.

Sikorka zrezygnowała i w ogóle nie przyleciała,

a jaskółka nie zaśpiewała bo się zestresowała .

Jurorzy „Złotych głosów” zastanawiali się, który był najlepszy.

Wróbel może wrona albo kukułka ?

Aż tu nagle w blasku słońca szaropióry słowik przyfrunął

i swym głosem wszystkich ujął.

Więc piątkowe „Złote głosy” wygrał słowik.

2018 r.

 

Paulina Marciniak

OWOCE

Owoce dużo witamin mają,

jedz je codziennie,

 zdrowie Ci będzie dopisywało.

Zrób sałatkę owocową,

- bardzo zdrową.

Jedz maliny, jeżyny i kiwi

choć czasem buźka się krzywi.

Wybieraj swoje ulubione smaki,

tak jak inne dzieciaki.

 

 

BAJKI

Różne bajki są na świecie,

krótkie, długie jak też wiecie,

o księżniczkach o potworach,

i o różnych innych stworach.

W naszych bajkach ukochanych,

tęczą barwną malowanych

poznajemy świat magii, leśne chaty,

 smocze jamy i komnaty pięknej damy.

Różne tajemnicze i ciekawe fabuły mają

wszystkie dzieci je znają i kochają .

 

 

RODZINA

Rodzina zawsze ze mną jest,

i bardzo kocha mnie,

mama pociesza w trudnej chwili,

i nigdy się nie myli.

Tata tłumaczy mi przyrodę,

i kupuje lody na zgodę,

siostra podjada mi cukierki,

i testuje ze mną planszowe gierki.

Wspólnie cudownie się bawimy,

i z życia się cieszymy.

2018 r.

 

Nikola Foltyńska

PLASTYKA

Na plastyce muszę narysować abstrakcję.

Wiele mam pomysłów, ale nie wiem czym to narysować i co,

ołówkiem, pastelami, kredkami może farbami?

Kiedy rysuję kilka kresek już wiem co narysować z kresek,

kółek i wzorów innych narysuję moją rodzinę razem ze mną w parku miejskim.

 

CYTRYNA

Cytryna ma żółty kolor,

każdy to w sumie wie,

jest kwaśna i to bardzo,

kiedy weźmie się ją do buzi,

miny mamy kwaśne, ale

kiedy braknie cytryny

będzie smutno na tym świecie.

 

     PIESEK

Piesek zawsze mnie rozśmieszy,

nawet wtedy gdy mnie nic nie cieszy,

może moc ma ten pies,

że mnie rozśmieszyć potrafi wnet,

gdy jednak piesek jest chory,

w domu nie jest za wesoło,

ale kiedy znajdzie pająka

bawi się nim i pląsa.

Koty małe i duże uciekają

przed takim pogromcą.

2018 r.

 

Alicja Marciniak

KSIĄŻKA - TWÓJ PRZYJACIEL

Kiedy jest ci smutno

i nuda Cię zżera,

pomyśl o bibliotece,

znajdź w niej przyjaciela.

Usiądź wygodnie w fotelu,

nieważne ile masz lat,

weź książkę do ręki i czytaj,

i przenieś się w inny świat.

Możesz pokonać Saharę,

przepłynąć Atlantyk i morza

lub wzbić się na skrzydłach jak Dedal

do góry, do słońca, w przestworza!

Możesz zostać mistrzem świata w pływaniu,

zamieszkać w pałacu w Szanghaju,

odwiedzić starożytne krainy,

zaprosić Kety Perry na urodziny,

być mistrzem gry na fortepianie,

jeść watę cukrową na śniadanie.

To wszystko zdarzyć się może,

A książka -  twój przyjaciel

w tym Ci pomoże.

 

ZDROWE ODŻYWIANIE

Co to znaczy zdrowe odżywianie?

To z pewnością porządne śniadanie,

Pełne wartości, witamin i wody,

Która każdemu dodaje urody.

Na drugie śniadanie lekko i zdrowo

Zjedz warzyw i owoców porcję kolorową,

A do obiadu porcja mięsa i sałata świeża,

Która każdemu rozum odświeża.

Zamiast deseru polecam szczerze

Spacer, ćwiczenia,  jazdę na rowerze.

Na kolację lekką i szybką

Zjedz kanapkę z chudą szynką.

Zapominając o chipsach i piankach

Zrobisz wrażenie na koleżankach,

A zamiast Pepsi i Coca-Coli

Sok owocowy niech cię zadowoli.

Odżywiać się zdrowo fajnie jest

Bo wtedy jesteś gościu THE BEST.

2017 r.

Patrycja Podgórska

MARZENIA

Kiedy myślę o marzeniach,

Szarość w tęczę się zamienia.

W głowie pełno mam pomysłów,

Myśli, idei oraz wymysłów.

Codzienne smutki stają się szczęściem,

Lecz za minutę, za chwileczkę,

Przyjdzie szarego życia troszeczkę.

Wtedy skończy się już radość

I uciekną w mig marzenia.

Nagle zaczną się zmartwienia.

A wyobraźnia już daleka,

Odpłynie niczym błękitna rzeka.

Powróci może znów za dni kilka,

By kontynuować sen o motylkach.

 

NA ŁĄCE

Na łące,

gdy praży słońce,

Leżę i odpoczywam.

Wśród traw zielonych

Lubię w karty grywać.

Lecz przecież samemu się nie da,

Więc dołącz szybko do mnie.

Gdy mój przyjaciel wyjeżdża,

Możesz mi go zastąpić.

Ale nie zapominaj,

że przecież to mój przyjaciel.

Boję się, że będzie zazdrosny,

Gdy będę wolała cię bardziej.

 

PO WAKACJACH

Pod koniec wakacji nie myślę o głupotach,

Otwieram książki i do nich zaglądam.

Zerkam na zeszyty, ostatnie tematy.

I patrzę na lekcje wykute na blachę.

Przypominam sobie liczby mieszane,

Geografię Polski i przydawki w zdaniach.

Spoglądam również na władców polskich

rzucam okiem na książąt piastowskich.

Widzę słówka po angielsku:

Skórka jabłka, garść agrestu.

Wszystko w oczach mi się dwoi,

Kiedy czytam znów o Troi.

Zeus patrzy z miną wrogą,

Auto pędzi szybko drogą.

Nic już z tego nie rozumiem,

Powiew wiatru tylko czuję.

I rozmyślam o wakacjach,

Po tych szkolnych komplikacjach.

2017 r.

Wiktoria Szwajkiewicz

WSPOMNIENIA

W kominku płoną drwa,

siada dziadek, siadam ja.

Pokazuje mi, co album zawiera,

co bramy wspomnień otwiera.

Tu zdjęcie czarne i białe,

lekko zgniecione i małe.

A na nim w sukni młoda dama…

to moja mama!

Na drugim zdjęciu widzę wojaka,

to przecież tata!

Tu już razem uśmiechnięci,

urodą małej istotki przejęci.

Zdjęcia stają się kolorowe,

a ja w mundurku dumna stoję.

Dalej zdjęcia są z wakacji,

kocyk, piknik przy akacji.

Z koleżanką chwile miłe,

co upłyną, bo czas płynie.

W moich oczach łzy wzruszenia,

dziadka dłoń dotyka ramienia.

Każde zdjęcie to nowe wspomnienia.

 

KSIĄŻKI

Komputer, laptop, ipad,

to był kiedyś mój świat.

A telefon i elektronika,

to była życia mego logika.

Pewnego dnia przez okno wyglądam i pytanie zadaję,

cóż to za piękny budynek powstaje?

,,Co to będzie”? - Google pytam

,,Nowa biblioteka w mieście”- czytam.

Po miesiącu stanąłem w jej progu

i otworzyłem drzwi do nowego nałogu.

Pierwsza półka, to dział INFORMATYKA,

czyli gratka dla komputerowego fanatyka.

,,Jak komputer zbudować?”

,,Jak drukarkę zamontować?”

,,Jak sieć przemierzać bezpiecznie.”

Muszę te książki przeczytać koniecznie!

Mija dzień za dniem

a ja czytać bardziej chcę!

Coraz więcej przy tym wiem,

a przy grach nudzę się!

Bowiem wszechczasów wynalazkiem,

jest książka!

Może być nawet z obrazkiem.

 

MARZENIA

Czym jest marzenie?

Czasami wszystkim, co mamy,

często tym, czego chcemy,

zawsze tym, do czego dążymy.

Marzenia są siłą,

która buduje drogę do wolności.

Bowiem z marzeniami

nierealne staje się rzeczywiste.

W marzeniach

zdobywamy najwyższe szczyty

i wyruszamy w najdalsze podróże.

Marzenia są jak puzzle,

każdy element buduje obraz,

buduje każdego z nas.

Marzenia to po prostu my.

2017 r.

Jan Eitner

POWRÓT DO SZKOŁY

Halo, tato! Skończyło się lato.

Co za tym idzie? Zaczęła się szkoła.

Biorę się do pracy, by nie wyjść na matoła.

 

CHŁAPOWO

Chłapowo, Chłapowo to miejsce urocze.

Wrócę tu na pewno z rodziną za roczek.

W morzu znów popływam,

rybkę dobrą zjem.

Z bratem zamki pobuduję,

 na plaży poleniuchuję.

 

IGOR

Mój brat Igor – urwis mały,

przez wszystkich w domu bardzo kochany.

Psoci, rozrabia i dokazuje,

lecz ja – STARSZY BRAT go dzielnie pilnuję.

2017 r.

Marcel Tomaszewski

WEHIKUŁ CZASU

Wehikuł czasu mam,

podróżuję tu i tam.

W przeszłość wspomnieniami,

w przyszłość marzeniami.

Na wariata, bez zegara bicia

wciąga mnie wir życia.

Chwile minione już w sercu są,

będą karmić duszę mą.

Pędzę więc przemierzać świat,

poznać chcę życia smak

i łapać marzenia,

tak wiele mam ich do spełnienia.

 

MORZE

Mewa z mewą rozmawiają,

ptaki śpiewają,

muszle przygrywają,

fale wzory układają,

spienione o brzeg się rozbijają

i do złotego piasku przytulają.

To morze nuci miłością.

Gdy je zobaczysz,

napełnisz się radością.

 

ŻYJ

Żyj najpiękniej!

Na rzeczy nieważne

czasu nie marnuj.

Żyj - nie trwaj!

Tego co było,

nie żałuj.

Tego co będzie,

się nie bój.

Wspomnieniom bez wartości

odejść pozwól.

Śmiej się zawsze i wszędzie.

Myśl o tym,

 co ze sobą niesie

radość i szczęście.

Żyj!

2017 r.

Magdalena Wosiecka

                                             

                                                Rowerem w przeszłość

        W środę rano jechałam z Tomkiem do Grotnik. Ten wakacyjny dzień nie był najcieplejszy, ale i tak oboje cieszyliśmy się na tę wyprawę. Założyłam moją ulubioną zieloną spódniczkę, najwygodniejsze buty i ładną, żółtą bluzkę, wzięłam też ze sobą najmniejszy plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami. Tomek też się dobrze przygotował do wycieczki. Miał na sobie trochę znoszone, zielone spodnie, niebieską bluzkę i te co zawsze szare buty.

        Po godzinie jazdy wśród rozległych, złotych od zboża pól i bajecznych, szmaragdowych lasów dotarliśmy do rozstaju dróg.

- Odpocznijmy chwilę – zaproponowałam.

- Dobrze… - wymruczał Tomek – muszę chwilę się zastanowić, gdzie dalej jechać… - sięgnął po plan.

- Skąd wzięłaś tę mapę?! – zniecierpliwił się – Nie ma na niej tego miejsca!

Zdziwiłam się, przecież przed wyjazdem nawet zaznaczyłam na niej odpowiednią trasę!

- Pokaż – zaczynałam panikować – to niemożliwe!

Kiedy w panice przeglądałam mapę Tomek szturchnął mnie w bok!

- Co ty wyprawiasz?! – oburzyłam się – Nie widzisz, że jestem zajęta?!

- Lepiej patrz! – wskazał na niebo.

    Zobaczyłam kogoś spadającego z chmur! Przetarłam oczy myśląc, że może mam przewidzenia! Staliśmy tak chwilę osłupiali, dziwiąc się temu niecodziennemu widokowi! Tajemniczy osobnik wylądował tuż obok nas. Wyglądał jak niziutki Święty Mikołaj .

- Dzień dobry! – przywitał się uprzejmie – Nazywam się Mikrus. Mam nadzieję, że was nie przestraszyłem?

- Nie … Ty … tylko się trochę zdzi… zdziwiliśmy – wyjąkał Tomek.

- Zgubiliśmy się – dodałam.

- Radziłbym jechać w lewo. Dróżka po prawej prowadzi w bardzo nieprzyjemną okolicę – ostrzegł nas przybysz. – A teraz przepraszam, ale muszę już iść. – Oddalił się w stronę, z której przyszliśmy.

        Jeszcze przez chwilę staliśmy osłupiali, wreszcie ustaliliśmy, że zrobimy tak, jak doradził nam Mikrus.

        Wsiedliśmy na rowery. Po chwili usłyszałam rżenie konia. Rozejrzałam się i spostrzegłam,
że  siedzę na pięknej kasztance, a mój przyjaciel na cudownym siwku!

- Tomek, ty masz złotą koronę i fioletową pelerynę! – z trudem wydobyłam głos.

- Tu też – zauważył – A widzisz te rumaki?!

- Tak! – zachwyciłam się – Są piękne!

    Rozglądaliśmy się dookoła. Zauważyłam, że okolica nie wygląda tak samo, jak wcześniej. Ścieżka jest bardziej zarośnięta, pola maję inne kształty, ale największą różnicę stanowił cudowny zamek w idealnym stanie, wyłaniający się zza dużo niższych drzew!

        Postanowiliśmy go zwiedzić. Po przejściu przez bramę ujrzeliśmy piękny ogród z czerwono ukwieconymi grządkami wzdłuż drogi i fontannami przed wejściem. Same drzwi były drewniane z żeliwnymi zdobieniami i dwiema klamkami. W holu dostrzegliśmy duże, żelazne klatki z zamkniętymi w środku cudownymi ptakami. Nie wyglądały jak żadne, które dotąd znałam. Śpiewały smutną melodię.

- Uwolnijmy je! – zdecydowałam kierowana współczuciem.

- Nie ma sprawy! – od razu zgodził się Tomek – Chyba widziałem jakieś złote klucze na grządce między kwiatami!

Chciał jeszcze coś dodać, ale ja już nie słuchałam. Biegłam po te klucze i zanim zdążył mnie dogonić, już wróciłam.

        Kolejno otwieraliśmy wszystkie klatki przy wdzięcznym, wesołym akompaniamencie już uwolnionych stworzeń. Kiedy skończyliśmy, ptaki wirowały wokół nas coraz szybciej i bliżej. Skuliłam się i zcisnęłam powieki.

        Nagle trzepot skrzydeł ucichł. Ostrożnie otworzyłam oczy. Razem z Tomkiem siedzieliśmy w miejscu, gdzie spotkaliśmy Mikrusa.

- Kasia, Kasia! – Tomek potrząsał mnie za ramiona – Wstawaj! Już wiem gdzie jechać!

- Gdzie są ptaki i zamek?

- O czym ty mówisz?! – zdziwił się – Jedziemy do Grotnik, a nie do jakiegoś zamku.

        Szybko się podniosłam. Rozejrzałam się. Staliśmy na rozstaju dróg. Zrozumiałam, co się stało. Po prostu zdrzemnęłam się!

        Potem szczęśliwa odjechałam z przyjacielem w prawą stronę...

 

październik 2016 r.

  Zuzanna Wasiak

Rowerem w przeszłość

     Nazywam się Amelka Wróbel. Jestem rudowłosą, szczupłą trzynastolatką. Przyjaźnię się z Jarkiem, któremu każdy zazdrości bujnych loków.

            Pewnego dnia mieliśmy pojechać na wycieczkę rowerową. Gdy wyszłam ze szkoły usłyszałam Jarka:

- Amelka! To co, jedziemy?

- Jasne. - odłączyłam rower od blokady. Wyruszyliśmy. Mimo iż chmury zasłaniały delikatnie niebo, pogoda była piękna.

            Jechaliśmy przez zielone pagórki, aż dojechaliśmy do rozwidlenia. Zaczęliśmy się kłócić, która droga zaprowadzi nas w ciekawe miejsce. Jarek stwierdził:

- Jedziemy w prawo i koniec! Tam...

Nagle mu przerwałam.

- Patrz! Latający krasnoludek! - zachwycona szturchnęłam kolegę w ramię.

             Na paralotni powoli zbliżał się do nas mały krasnal w przebraniu Mikołaja. Przestraszony przyjaciel chwycił rower z zamiarem ucieczki. Panicznie bal się fantastycznych stworzeń. Przewróciłam oczami.

- Spokojnie, przybyłem tu by wam pomóc w wyborze drogi - uśmiechnął się przybysz.

- Sami byśmy sobie świetnie poradzili - bąknął pod nosem Jarek.

- Jeżeli szukacie wrażeń, idźcie w prawo - wskazał nam drogę.

- Dziękujemy - pchnęłam kolegę delikatnie w ramię.

- Tak... dziękujemy - westchnął przyjaciel.

Bfff... Krasnal niespodziewanie zniknął.

            Pojechaliśmy w prawo, tak jak poradził obcy. Z minuty na minutę zaczęły dziać się  niezwykłe rzeczy. Najpierw na naszych głowach pojawiły się lśniące korony,
a na plecach powiewały purpurowe peleryny. Rowery zamieniły się w dwa rumaki - siwka i  kasztanka. 

            Dotarliśmy do pięknego, średniowiecznego zamku. Byłam po prostu zachwycona! Stanęliśmy u jego bram, rozejrzeliśmy się i weszliśmy do środka. Chwilę zwiedzaliśmy budowlę. 

            Na dziedzińcu zauważyliśmy klatkę z pięknym gołębiem. Odwróciłam się do Jarka:

- Szkoda, że to nie wróbel - zachichotaliśmy.

- Wypuścimy go.- zasugerował Jarek.

Nic nie mówiąc, otworzyłam klatkę. Ptak zagruchał i odleciał.

            Poczuliśmy się dziwnie i nagle...

 Znaleźliśmy się na drodze. Zaskoczeni rozglądaliśmy się. Ujrzeliśmy rowery
i wróciliśmy do domów.

            Ta przygoda była naprawdę zaskakująca. Chętnie przeżyję kiedyś podobną...

pażdziernik 2016 r.

Zuzanna Wasiak

PRZYJACIEL

Przyjaciel to osoba,

która zna cię, że głowa mała.

Zawsze cię wysłucha,

doradzi w trudnej chwili,

jest czymś w rodzaju dobrego ducha,

gdy jesteś przy nim

świat staje się miły.

 

KOT

Chodzi własnymi drogami

i nie słucha nikogo.

Swojego pana uczuciem wielkim darzy,

a do niektórych nastawiony jest złowrogo.

Kot tylko o spaniu by marzył.

Hop! I już jest na stoliku,

a ja go głaszczę

po puszystym ogonku.

2016 r.

 

Marcel Tomaszewski

KIM ZOSTANĘ?

Kim zostanę…

Może lekarzem?

Tym wyborem

mamę zadowolę,

albo tak jak chce tata

w podniebne przestworza będę latał.

A jeśli lubię jakąś postać

to może królem zostać?

Wybiorę jednak drogę prostą

choć niełatwą wcale.

Kochać będę ludzi!

A gdy kogo los utrudzi

wyciągnę pomocne ręce

by gestem, uczynkiem

i poprzez gorące serce

każdemu podarować szczęście.

 

W OBIEKTYWIE SYNA

Serce me raduje się,

że jesteś,

że wspierasz,

że przytulisz,

kiedy trzeba.

Twoja twarz

zawsze promienna

i słowa skrzydlate,

to skarby jakże bogate,

które siłę dają i moc

by żyć,

by zawsze naprzód iść.

W obiektywie syna

cudowna mamo jesteś!

 

ZIMA

Gdy zimą wstaję raniutko

na zewnątrz od śniegu wszędzie bielutko.

Za chwilę wyjdzie słońce

ogrzeje ziemię aż po krańce.

Wszystkich ogarnie chęć dążenia

by spełniać swe marzenia.

Dzieci gromada wesolutka

ulepi ze śniegu ufoludka.

Bo zima to magiczna pora roku

szarość i smutek

białym płaszczem

okrywa co roku.

2016 r.

Wiktoria Szwajkiewicz

ŁÓDKA

Po morzach, po oceanach

niewinnie pływa.

Fala ją na prawo przechyla

a wiatr w lewo popycha.

Zarzuci kotwicę wilk morski,

by połów rozpocząć.

Ryby, kraby, ośmiornice

w sieci pochwycić.

A gdy noc nadejdzie

znów płynąć zechce.

Kompas kierunek jej wskaże

gdzie stały ląd się znajduje.

Aż tu nagle !!!

Burza, sztorm, wicher

łódeczką jak kołyską buja.

I nagle piorun uderza,

i na części rozbija ją.

 

PANI WIOSNA

Idzie przez pola, rzeki i łąki

kwitnąca Pani Wiosna.

Stokrotki, pierwiosnki, konwalie, jeżyny

niesie w koszyku  do lasu zielonego.

Z zającem i sarną tańczy wokoło,

śpiewa i klaska jak malutkie dziecko.

Długa, zielona w kwiaty sukienka

ciągnie się za nią.

We włosach, z kwiatów kolorowych

upleciony wianuszek.

Gdzie przejdzie, gdzie spojrzy

słońce błyszczące oświetli drogę.

A pod jej stopami

rozpościera się kwiatowy dywan.

Tylko ona jest tak piękna i miła.

 

JAKI JEST KOŃ?

Piękno konia kryje się w jego wolności,

ludziom daje on wiele przyjemności.

W śniegu białym cwałuje,

wiatr w grzywie czuje.

I każdy koń tajemnicę swą ma,

zdradzić ją komuś, to tylko gra.

Co leży w naturze jego,

żadna pasja nie odkryje tego.

W jego oczach możesz zobaczyć cały świat

nawet jeśli masz tak niewiele lat.

Każdy koń jest całkiem inny,

jeden kapryśny, drugi niewinny.

Pamiętaj, że za każdym razem

instynkt jest jego drogowskazem.

Gdy miłość do koni w twym sercu zagości,

możesz być pewien jej wzajemności.

Każdy upadek to szansa na nowy początek

a każda chwila w siodle odkrywa nowy zakątek.

2016 r.

Weronika Berenrajter

ZŁOTE MYŚLI

W zaciszu skweru,

W kolorach lata,

Lubię tak usiąść w ogrodzie

Otulona świeżym zapachem lata.

Tak bez pośpiechu,

Tak bez gwaru świata,

Gdzie każdy gdzieś goni

i za czymś pędzi,

Jak ten latawiec na sznurku puszczony

raz w jedną to raz w drugą stronę.

I jak tak siedzę wsłuchana

W muzykę łąki, przychodzą one

Te złote myśli

Kłębią się w głowie niczym te chmury

Na niebie, a każda z nich inna

Każda barwniejsza.

Przychodzą czasami

Tak bez zaproszenia

Wciąż się domagając

Ciągłego myślenia.

Lecz muszę stwierdzić bez nich niestety

Nudno by było, gdyby takich myśli nie było.

 

PARKOWA ŁAWECZKA

Jest takie miejsce w Parku,

gdzie każdy z nas może odpocząć

 i zadumać na chwilę - to Parkowa Ławeczka

Tu spotykają się przyjaciele

Tu przebywają  myśliciele

Tu zasiadają  emeryci

Tu mama z wózkiem na chwilkę usiądzie.

Tam na ścianie bukszpanu

stoi ławeczka,

Tam gdzie gałęzie zwisają

I ławeczkę swym cieniem osłaniają.

Idąc tak przez parkowe aleje

Można zobaczyć życia koleje,

Trzymające się za ręce pary,

Młodzież z psami 

i dzieci z rodzicami.

 

CHOMIK

Biały czy szary,

Brązowy czy czarny,

Każdy wspaniały

Bo naturalny.

Cztery łapki, oczka dwa

jak węgielki małe ma.

Na swych łapkach mężnie stoi

i nikogo się nie boi.

Policzki ziarnem wypchane ma

O, jaki zwierz cudny z tego chomika

W nocy biega a w dzień śpi

Ciekawe co mu się śni.

2016 r.

Maja Więckowska

SKARBY JESIENI

Polska Złota Jesień nastała.

Pożółkłe liście zrzuca z drzew.

Liście liście niesie drogą wiatr…

Kasztany dojrzały,

dzieci szybko w parku je zebrały.

Gotowe ludziki na stole już stały.

Czapeczki mają z łupinki od orzecha,

Gdyż wiewiórka ich nie obgryza.

Kurteczki  uszyto z żółtych liści brzozy,

by przeziębienie na co dzień nie dokuczało.

Na nóżkach butki brązowe,

na szyi korale jarzębinowe

a rączki ogrzewają rękawiczki czerwone,

co z siarki przez tatę zostały zrobione.

Tak ciepło i pięknie ubrane,

już nie będą się strachały,

 gdy na dwór wyjść będą ochotę miały.

2016 r.

Piotr Płaczkowski

UPRAWIEDLIWIENIE

Poszedłem do lekarza

(kolejka mnie przeraża)

Siedziałem dzień cały, oniemiały,

Aż moim oczom ukazał się pokój biały.

Pan doktor mnie przebadał

(strasznie dużo gadał),

W końcu mi powiedział,

Żebym w domu siedział.

Siedziałem tak dwa tygodnie,

Było mi bardzo wygodnie.

Do szkoły nie chodziłem,

Nic się nie uczyłem.

Do lekcji nie jestem przygotowany,

Oto usprawiedliwienie od mojej mamy.

Proszę kolegę na lekcji zapytać

I w szczegóły nie wnikać.

 

UCIECZKA

Uciekam z więzienia,

Bo nie  mam nic do stracenia.

Mam plan ucieczki,

Wyjmuję go z teczki.

Czytam go głośno,

Aż się robi wesoło.

I los przyjaciół się zmienia,

Uciekamy razem z więzienia.

 

USPRAWIEDLIWIENIE

Razu pewnego, nie wiedząc dlaczego,

Poszedłem do szkoły bardzo wesoły.

Śmiać mi się chciało wcale nie mało.

Wszyscy wokół biegali, bawili się i śmiali.

Czym nauczycieli bardzo denerwowali.

Dzwonek na lekcje, radość wyparowała

Gdy nauczycielka głośno zawołała:

- wyjmijcie karteczkę, zrobimy kartkóweczkę

Ach ci nauczyciele – nie mają poczucia humoru za wiele!

Kartkóweczka poszła mi wspaniale

Nie napracowałem się wcale

I … dostałem pałę !

Straszne było Pani zdziwienie,

że nie wychodzi mi dzielenie

Do domu wróciłem

I się …..obudziłem

Radość była krótka

To niestety przed szkołą pobudka.

2016 r

Zuzanna Gawron

WAKACJE W PRL-u

       W deszczowe kwietniowe popołudnie razem z moją wnuczką siedziałyśmy w salonie i piłyśmy herbatę. Głównym tematem naszej rozmowy były wakacje, bo Nicola wprost nie mogła się ich doczekać. Opowiadała mi, co ma zamiar zrobić w czasie tegorocznego odpoczynku, gdzie planuje pojechać itp.

– Babciu, a co rodzice robili w wakacje i czy też tak nie mogli się ich doczekać? –  zapytała Nicola w pewnym momencie.

– Gdy twoi rodzice byli mali, były czasy PRL i wakacje wyglądały troszeczkę inaczej, ale wiadomo, że zawsze niecierpliwie na nie czekali – odpowiedziałam z uśmiechem.

– Mogłabyś mi opowiedzieć, jak to było wtedy i co ciekawego porabialiście? – poprosiła.

        Zgodziłam się. Wróciłam wspomnieniami do tamtych czasów i zaczęłam opowiadać. Przygotowania do wyjazdu zaczynaliśmy już w styczniu. Ustalaliśmy, gdzie i z kim jedziemy. Marzeniem był wyjazd do Jugosławii, która była wówczas namiastką kraju kapitalistycznego. W tym celu należało postarać się  o wydanie paszportu i zdobyć konieczny (nawet jeżeli miało się własne) przydział dolarów. Szanse na otrzymanie waluty mieli nieliczni, prowadzący własną działalność, byli bez szans. Nam też się to nigdy nie udało, bo należeliśmy właśnie do tak zwanych ,,badylarzy” -  posiadaliśmy szklarnie i prowadziliśmy kwiaciarnię. Musieliśmy więc zrezygnować z wypoczynku nad Adriatykiem.

       Jeżeli decydowaliśmy się na wyjazd np. do Bułgarii czy  na Węgry, kupowaliśmy poszukiwane tam towary i wywoziliśmy je po cichu na sprzedaż. Przydział w książeczkach walutowych do krajów tranzytowych i kraju docelowego był niewystarczający, aby komfortowo spędzić urlop. Pamiętam, że na Węgrzech dużym powodzeniem cieszyły się nasze kryształy i – nie uwierzysz – krem nivea. Stamtąd przywoziliśmy tureckie kożuchy, zegarki z kalkulatorem i oczywiście słodycze.

       Pewnego razu zatrzymaliśmy się na rynku w Bułgarii. Gdy przygotowałam rzeczy na sprzedaż, zauważyłam  milicjanta. Jak najszybciej zamknęłam przyczepę i siedziałam cicho, ale on zaczął się dobijać. Zobaczył to twój dziadek. Wsiadł do samochodu i odjechał, pociągając za sobą przyczepę. Zaskoczony funkcjonariusz mógł jedynie popatrzeć,  jak odjeżdżamy mu sprzed nosa.

Wyjeżdżając za granicę, dbaliśmy o to, żeby pokazać się tam z jak najlepszej strony. Samochody były dokładnie wyczyszczone i staraliśmy się zachować w nich porządek.Raz w czasie jazdy zatrzymaliśmy się na piaszczystym parkingu, żeby odpocząć. W obawie żeby nie nanieść piasku. moja siostra zostawiła buty przed samochodem. Potem szybko ruszyliśmy, a ona dopiero po przejechaniu ok. 200 kilometrów przypomniała sobie, że buty zostały w ,,przedpokoju”.  Oczywiście przepadły.

        Podczas jednej z podróży do Rumunii pomyliliśmy drogę. Zatrzymaliśmy się w najbliższej miejscowości, aby o nią zapytać. Napotkany mężczyzna powiedział nam, że pokaże, jak dalej jechać, ale najpierw zaprasza nas na kawę. Dowiedzieliśmy się, że niedawno był w Polsce, gdzie spotkało go wiele życzliwości ze strony naszych rodaków i zapraszając nas, chce  się w ten sposób odwdzięczyć. W czasie rozmowy okazało się, że u nich bardzo ciężko jest dostać różne sprzęty (np. turystyczne), więc w ramach rewanżu obiecaliśmy, że przy najbliższej okazji przywieziemy mu dwupalnikową kuchenkę. Słowa dotrzymaliśmy i w następną podróży w tamtą stronę zabraliśmy ją ze sobą. Nie udało się jednak przemycić kuchenki bez wpisania do deklaracji, choć ukryta była głęboko pod kocami i poduszkami, na których spała twoja ciocia Monika. Myślałam, że celnik nie będzie budził dziecka, ale on zaczął kontrolę właśnie od tego miejsca. Zresztą kontrole graniczne i to nieraz bardzo drobiazgowe były wówczas na porządku dziennym.

        Jeszcze innym razem twój tata bardzo chciał dostać samochód na pedały. Było to w Związku Radzieckim. Gdy jechaliśmy drogą tranzytową, zauważyliśmy dom towarowy z zabawkami. Takich sklepów nie było wtedy wiele. Zawróciliśmy więc bez wahania, szukając  miejsca, aby zaparkować, ale zatrzymała nas milicja. Okazało się, że zawróciliśmy na drodze jednokierunkowej, o czym nie wiedzieliśmy. Udało nam się jednak przekonać funkcjonariuszy i kupiliśmy Piotrkowi samochodzik.  Potem na kempingu twój tata z kolegą zgubili się jeżdżąc tymi autami, ale to już inna historia.

         Jeżeli już mówimy o dzieciach,  to opowiem ci co nieco o tym, co one porabiały na wyjazdach. Zawsze podróżowaliśmy ze znajomymi, którzy mieli potomstwo w podobnym wieku jak  Piotrek i Monika.  Zapoznawali też wielu rówieśników z całej Europy. Niewiele osób znało wtedy angielski, ale w nie przeszkadzało to zupełnie w zabawie. Na kempingu rozbijaliśmy się jak najbliżej plaży i maluchy całe dnie spędzały nad wodą. Grały w chowanego, pływały i nurkowały. Twój tata podczas jednej takiej zabawy miał nawet nieprzyjemne spotkanie z meduzą.

      Mimo tych wszystkich zakazów i utrudnień PRL wspominam te wakacje bardzo miło i uważam, że właśnie dzięki tym przeszkodom były one takie ciekawe. Tak jak Nicola jej rodzice uważali wakacje za najprzyjemniejszy czas w roku i nie mogli się ich doczekać.

2016 r.

  

 

 

Olga Przygońska

Wakacje w PRL

    Czasy PRL-u to dla mnie odległa przeszłość, którą znam tylko z opowiadań moich rodziców
i dziadków. Wiem , że życie nie było wtedy łatwe, ale pomimo trudności ludzie  byli dla siebie życzliwi
i potrafili cieszyć się  krótkimi chwilami, sprawiającymi im radość. Pokolenie żyjące i dorastające 
w  Polsce Ludowej  z nostalgią wspomina zwłaszcza okres letniej kanikuły, która pozwalała oderwać im się od trosk zwykłej, szarej rzeczywistości dnia codziennego.

   Moja babcia chętnie spędzała wakacje na obozach harcerskich. Jeden z nich był w Czarnem koło Żagania. W tamtych czasach wszystko wyglądało inaczej niż dzisiaj. Organizacja wyjazdu wymagała wiele osobistego zaangażowania i dużego entuzjazmu. Nie podróżowano luksusowymi autokarami, ale ciężarówkami, na których ustawiono ławki do siedzenia. Cały ekwipunek mieścił się w plecaku, do tego zrolowany koc i menażka.

    Harcerze na miejscu musieli radzić sobie sami. Każdy zastęp rozstawiał namiot. Były to duże, mocno już zniszczone tak zwane kanadyjki z demobilu wojskowego. Łóżko a właściwie prycze też trzeba było sobie zbudować. Nie mieli żadnego wyposażenia technicznego. Grupa z siekierami udawała się do zagajnika, gdzie pan gajowy wyznaczał drzewa do ścięcia .Oczywiście najtrudniej było dziewczynom, ale kto chciał spać, musiał najpierw pracować. Te prycze były dość kiepskiej jakości, często zarywały się
i nie raz lądowało się na ziemi. No, były jeszcze sienniki. W materiałowe poszewki wkładało się słomę, którą komendant obozu kupował u jakiegoś gospodarza .Wszystko należało przynieść na własnych plecach.

    Harcerze sami konstruowali drobne sprzęty typu wieszaki na plecaki i ubrania. Przed wejściem ustawiali totemy. Kuchnię też budowali od podstaw. Palenisko mocowano na cegłach .Na nim stał wielki kocioł. Wojskowa pałatka rozpięta między drzewami tworzyła prowizoryczny dach.

    Nadzwyczajnie strzeżonym miejscem w obozie był namiot gospodarczy, w którym przechowywano żywność. Wartownicy pilnowali tego miejsca jak oka w głowie, ponieważ miejscowe dziki szybko wyczuwały, że pełno tam przysmaków.

    Oryginalne było też zaopatrzenie w wodę. W środku lasu oczywiście brakowało wodociągów i studni, ale w pobliżu płynął strumyk. Dyżurni napełniali tam rano bańki wodą do gotowania, a po gimnastyce zastępy szły się umyć. Po zjedzeniu posiłku myło się kotły i menażki. Nie używano detergentów, naczynia szorowało się piaskiem. Dziś byłoby to niemożliwe. Żadna inspekcja sanitarna nie zezwoliłaby na podobne działania. Wtedy jednak nikt nie chorował, zdrowie i apetyt dopisywały wszystkim. Mimo wielu obowiązków i licznych trudności, które trzeba było pokonać nie narzekano na brak humoru. Uśmiech, śpiew i radość towarzyszyły wszystkim.

    Wieczorami organizowano ogniska, śpiewano harcerskie i żołnierskie pieśni. Każdy z uczestników czuł się wtedy podwójnie Polakiem, bo tuż po wojnie patriotyzm był w nich bardzo silnie zakorzeniony.

    Zdarzały się też niezapomniane przygody. Babci najbardziej utrwalił się w pamięci pożar lasu. Było to tuż po obiedzie. Cisza. Spokój. Nagle do obozu wjechał samochód ciężarowy. Komendant ogłosił alarm. Okazało się, że kilka kilometrów dalej płonie las i harcerze mają wziąć udział w akcji. Mimo ogarniającego ich strachu  szybko wskoczyli na ciężarówkę chętni do pomocy, Na miejscu pożaru było już kilka zastępów strażackich, ale ogień ciągle się rozprzestrzeniał.

   Druhom dano gałęzie zielonego świerku, którymi mieli gasić płonące trawy. Płomienie przygasały tylko na chwilę, a najmniejszy podmuch wiatru znów je wzniecał. Grozę potęgowały wybuchy niewypałów z czasów II wojny światowej. Ciągle dojeżdżały nowe wozy strażackie z wodą. Po kilku godzinach udało się opanować żywioł. Widok był straszny. Jeszcze dobę trwało dogaszanie. W drogę powrotną harcerze udali się nocą, pieszo, niewiarygodnie zmęczeni, ale maszerowali ze śpiewem na ustach, dumni z tego, że byli pomocni.

    Babcia z przyjemnością wspomina tamte lata, chociaż uważa, że czasy były ciężkie i trudno było o luksusy. Ówczesna młodzież miała jednak wiele hartu ducha i twórczych pomysłów. Młodzi ludzie chętnie współpracowali, pełni zapału i radości, mieli poczucie wspólnoty.

                             2016 r.              

 

Marta Banasiak

O PEWNYM KRÓLU.

Jest takie miejsce na świecie,

które zobaczyć by warto.

Wiele tam królestw i magii,

za wielka górą zawarto.

 

Król Gbur w  moce obdarzony,

siedzi na tronie niezadowolony.

Bo zimno, bo ciepło,

bo głodny, bo syty,

wciąż nudzi i wzdycha,

bo nie ma pociechy.

 

Niewiasty mu trzeba,

co polik ma blady, a serce gorące

i pokocha Gburaka na wrzosowej łące.

 

I mówię Wam bajecznie,

że będą żyć wiecznie.

 

                                                                                        2015 r.

Marta Banasiak

JESIEŃ

Z drzew opadły liście,

idzie jesień oczywiście.

Dookoła szaro, buro,

znów zrobiło się ponuro.

Czy jest na to jakaś rada?

 

Założę kolorowe kalosze,

koleżanki na dwór zaproszę.

Poskaczemy po kałużach,

będzie wtedy świetny ubaw.

Przegonimy śmiechem chmury,

słońce nam zaświeci z góry.

                                                                                                2015 r.

Marta Banasiak

PIESEK

Cztery łapy piesek ma,

a tym pieskiem jestem ja.

Gdy tak biegam sobie już,

W moje łapy włazi kurz.

                                                                        2015 r.

Gabriela Klimkiewicz

LEŚNA IMPREZA

Przyszedł piątek! Przyszedł piątek!

Czas imprezy dla zwierzątek.

Już polana oświetlona,

Świetlikami otoczona.

Już orkiestra głośno gra,

W rytm  strumyka tra la la.

Dziki, jeże i dzięcioły,

Tańczą żwawo w takt wesoły,

Sarna płocha, rudowąsa,

Na uboczu sobie pląsa.

Na konarze rząd wiewiórek,

Tworzy całkiem zgrabny chórek.

Tak tańczyły, tak tańczyły,

Że się szybko pomęczyły.

Poszły zaraz sobie spać,

Aby jutro wcześnie wstać.

                                                                        2015 r.

Gabriela Klimkiewicz

KOCI APETYT

Siedzi kotek na tarasie,

I ogląda gniazdo ptasie.

Myśli sobie, jak tam wejść,

Żeby ptaszka sobie zjeść.

Nie tak szybko miły kotku,

Mama ptasia da po nosku.

Ptaszki nie są, by je jeść,

Lepiej chrupki w dietę wpleść.

                                                        2015 r.

Gabriela Klimkiewicz

ZMORA FILIPA

Siedzi Filip nad lekcjami,

Pisze zdania „kulfonami”.

Ćwicz Filipku dużo ćwicz,

By literki wyszły Ci.

Dziś pisanie dwóch linijek,

Kradnie z życia Ci godzinę.

Aby dłużej bawić się,

Skończ swe lekcje w minut pięć.

                                                        2015 r.

Weronika Berenrajter

JESIENNY LIŚĆ

Żółto-złoty zwykły liść.

Wesoło wiruje na wietrze

Przez sekundy dwie

I nagle na ziemię spada.

 

Naokoło wirują liście żółto-złote

Tańcząc swój taniec jesieni

A jeden z nich z wiatrem mnie goni

Lecz  podnieść  go nie zdołałam

Bo wiatr go porwał.

 

I poleciał w nieznane

Ten żółto-złoty jesienny liść.

                                                                2015 r.

Weronika Berenrajter

TO JUŻ JESIEŃ

Na drzewach pozmieniały się kolory

Z zielonego na żółty i czerwony.

Trochę chłodniej się zrobiło,

Ale w domu wciąż jest miło.

 

Kalosze na nogi włożę,

W stercie liści się położę

I skakać będę po kałużach,

Bo jestem naprawdę duża.

 

Nie straszne mi wiatry i deszcze

Na dworze chcę się pobawić jeszcze

Bo Pani Jesień do nas zawitała

I choć lato pożegnała

Dużo słońca ze sobą przyniosła

Niczym Pani Wiosna.

                                                                            2015 r.       

Weronika Berenrajter

PIES

Jestem pies to duma wielka

Nie zabawka nie kukiełka,

Lubię psocić i rozrabiać

Umiem ładnie aportować

Smakołyki z miski zjadać

Na komendę ładnie siadać.

Co dzień rano po śniadaniu

Odprowadzam swoją Panią.

Za piłeczką także ganiam

Od wieczora aż do rana.

Patyk, piłka lub gryzaczek

To co lubię przecież znacie.

Jestem pies, nie byle jaki

Mam na grzbiecie cztery łatki,

Jedną białą, trzy brązowe.

Na obróżce napis ,, LOVE”.

                                                        2015 r.

Mateusz Pawłowski

JESIEŃ

Przyszła do nas piękna jesień

już ją wita smutny wrzesień.

Jesień dała nam kasztany

każdy jest już roześmiany.

Ona zmienia kolor liści

deszczem chłodnym je oczyści.

Jesień w czapki nas ubiera

a sandałki nam odbiera.

                                                        2015 r.

Mateusz Pawłowski

LEGO

Klocki LEGO to mój świat,

zbieram je od wielu lat.

A gdy przyjdzie mi ochota,

szybko zrobię z nich robota.

Umiem stworzyć drzewa, kwiaty

oraz serce na Dzień Taty.

Ciągle nowe mam pomysły

na wszelakie mechanizmy.

A ostatnio uczę brata,

by je składał jak nasz tata.

Bo na świecie nic lepszego

nie ma dziś od klocków LEGO.

                                                            2015 r.

Mateusz Pawłowski

MÓJ KOT

Śpi wciąż cały dzień,

nocą włóczy się.

Czasem gania ptaki.

Myszy nie łapie-

leń z niego taki!

Udaje groźnego,

choć miły jest bardzo.

Ucieka na drzewo,

gdy winny jest złego.

Wszyscy  już wiedzą

o kim tu mowa-

to kot mój domowy

wyrusza na łowy.

                                                2015 r.

Julia Prasal

Kochana Książko!

Mój list nie będzie się rymował, ale wiedz, że napisany będzie prosto z serca.

Gdy biorę Cię do ręki, czuję, że czeka na mnie kolejna niezapomniana przygoda. 

Jesteś zaczątkiem moich najskrytszych marzeń, stwórcą tego, co dla mnie najpiękniejsze, powodem mych łez i radości, źródłem nadziei na lepsze chwile – te, w których nie będę „musiała”, a tylko „chciała”.  Wiedz zatem, że nigdy nie przestanę Cię kochać, nawet gdy dorosnę!

Twoja Julcia

2015 r.

Malwina Kozielska

Książeczki moje wspaniałe!

Najlepsi z Was przyjaciele.

Mogę na Was liczyć

w tygodniu i w niedzielę.

Za wszystko, co dla mnie robicie,

kocham Was bardzo mocno.

Wy zawsze mnie pocieszycie,

smutną chwilę uczynicie radosną.

Rozwijacie moje marzenia

już od najmłodszych lat.

Upiększacie wszystkie wspomnienia,

dzięki Wam inny jest świat.

Kocham Was moje Książeczki,

z Wami przygody przeżywam

z Wami uczę się, bawię,

i chętnie odpoczywam.

                                                        2015 r.

Magdalena Wosiecka

Kochana Książko!

    Miłości moja! Bez Ciebie nie wytrzymam ani dnia! Gdy Cię biorę do ręki, to nie czekam i czytam choćby jedną stronę. Jesteś niezwykła, ciekawa i pasjonująca. Możesz mnie wiele nauczyć

Z Tobą się cieszę, smucę i wzruszam.  Pocieszasz mnie, gdy jestem smutna. Dzięki Tobie przeżywam cudowne chwile.

    A teraz moja Książko, przyszedł czas rozstania, bo masa innych książek jest do przeczytania!

Twoja oddana

Madzia

2015 r.

Malwina Kozielska

KOLOROWA KRAINA MARZEŃ

Połóż się na zielonej trawce,

słońce ogrzeje twoją twarz.

Zamknij swe oczy na chwilę

i w inny przenieś się świat.

Stoisz na wielkiej tęczy,

spełniają się wszystkie marzenia,

a najróżniejsze barwy

przywracają wspomnienia.

Rozejrzyj się dookoła,

tu wszystko jest takie wspaniałe!

Po wielkiej wacie cukrowej

stąpają dzieci małe.

Wsłuchaj się w dźwięki natury,

tam strumyk z oranżady

płynie przez wielkie góry

zrobione z czekolady.

Te rozmaite barwy!

Ach... ich przeróżne odcienie.

A każda z nich niesie przygody,

poznajmy je przyjaciele.

Żółty nas rozwesela,

nowe pomysły nam daje.

Zwiedzamy z nim różne miejsca,

regiony, miasta i kraje.

Niebieski i fioletowy

niezwykle wyciszają,

Przenoszą na ciche łąki,

nutki spokoju dodają.

Pomarańcz, różowy, zielony

z nimi wspaniała zabawa!

Wszystko staje się żywe,

rozmawia drzewo i trawa.

Zostańmy więc jeszcze chwilę

w tej przepięknej krainie.

Tu nie ma smutków i płaczu,

każde zmartwienie minie.

Ułóżmy tęczę na nowo,

pobawmy się kolorami.

I czerpmy radość z życia

całymi garściami.

                                                                        2015 r.

Karina Owczarek

MÓJ PIES

Mój pies to zwierzak na sto dwa !

Choć jest mały, serce ma wielkiego lwa.

Kocha mamę , tatę mnie i brata.

Jak znam życie pokochałby sąsiadkę i sąsiada.

Ale i groźny jak dziki zwierz potrafi być.

Więc złodziej nie może z niego kpić.

Szczerzy zęby , biega , szczeka,

Intruz bierze nogi za pas i ucieka.

A kiedy smutek mnie ogarnia, przychodzi mój mały pies ,

 bo najlepszym przyjacielem moim jest.

                                                                                2014 r.

Karina Owczarek

JEST CIEMNO

W moim domu jest ciemno

W moim pokoju jest ciemno

W mojej głowie jest ciemno

Chcę światła!

Chcę słońca!

Pstryk!

Na szczęście to tylko noc.

                                                        2014 r.

Klaudia Płaczkowska

POLOWANIE NA MUCHY

Co roku tata z łapką na muchy lata.

Żadna mucha nie ucieknie, jak się tata wścieknie.

Zasnąć biedak nie potrafi, jak mu się jakaś mucha trafi.

Lata za nią jak szalony, nikogo nie słucha, nawet żony.

Krzyczy mama - przestań wreszcie! A tu mucha siada na cieście.

Biegnie tata i rozmyśla, jak tę muchę z ciasta wygna.

A w tym czasie mama szmatą poruszyła, muchę wygoniła.

Żywa mucha? Nieudane polowanie

  Tata nigdy nie przestanie.

                                                                                    2014 r.

Klaudia Płaczkowska

IDŹ NA DWÓR

Idź, na dwór,

pobaw się.

Póki słonko praży,

nie czekaj na zimę,

o której marzysz.

Na trawie,

na plaży,

wśród łąk…

Pobaw się.  

Zima przyjdzie.

Jest kilka dni stąd.

                                                                2014 r.

Wiktoria Sadok

OKULARY

Czy to dobrze czy też źle

 okulary lubię swe,

Bo świat przez nie,

nie jest taki

nijaki.

                                            2013 r.

Wiktoria Sadok

LIŚĆ

Stoję i patrzę

na liść jesienny.

Widzę jak powoli opada,

na stos kasztanów spada.

To był lot

Liścia już starego.

Już nie młodego lecz kolorowego.

                                                                                2013 r.

Wiktoria Sadok

INTERNET

Internet jest wszędzie,

A może nie?

Internet zawładnął naszym

Światem.

Dlaczego? Dlaczego?

Przecież on nie ma mózgu

Naszego.

                                                                                2013 r.

Kamila Jankowska

 

KOTEK KŁOPOTEK

Czarne wąsy ma i nosek,

Czarny także każdy włosek.

Leży ciągle na tapczanie

I uwielbia długie spanie.

Upoluje muszkę czasem,

Schowa się gdzieś przed hałasem

Gdy o nogi się ociera,

Wiem, że głodek mu doskwiera.

Przytulanko bardzo lubi,

Tylko strasznie futro gubi.

Taki jest mój kot leniuszek,

co mi brudzi każdy ciuszek.

                                                    2013 r.

Kamila Jankowska

NUDA

Siedzę sobie...

Nic nie robię...

Macham nóżką...

Pukam w łózko...

Zerkam w TV...

I  mnie dziwi,

Że to znudzenie

Wywołuje zmęczenie.

                                            2013 r.

Kamila Jankowska

KSIĄŻEK CZAR

Wkraczam w potworów krainę.

Z rąk wiedźmy omal nie ginę.

Ratują mnie dobre wróżki,

te od zębów spod poduszki.

Na spacery z elfem chodzę.

Wampirzycą zostać się godzę.

Wilkołak to mój nowy psiak.

I zawsze mogłoby być już tak.

Tylko czemu, gdy książkę zamykam,

Cały ten świat nagle znika?

                                                        2013 r.